Co na śniadanie? (1)


Wszystkim nam znana jest obiegowa prawda, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Ma on za zadanie dostarczenie nam energii, wprawienie nas w dobry humor i pozwolenie nam na wejście w nowy dzień. Jak powinno zatem  - moim zdaniem - wyglądać i smakować śniadanie?
Po pierwsze, powinno być kolorowe, tak żeby już od pierwszego spojrzenia ślinka zbierała nam się w ustach.
Po drugie, powinno być smaczne, żeby nawet osoby, które w zasadzie nie są w stanie rano przełknąć nic, zastanowiły się nad zmianą swoich nawyków.
I po trzecie, powinno być szybkie w przygotowaniu, tak żeby nie mieć wymówek typu "bo nie mam czasu", "trwa za długo", "nie chce mi się wcześniej wstawać".
W związku z moim noworocznym eksperymentem zdecydowałam się na fotografowanie moich śniadań przez trzy kolejne tygodnie od poniedziałku do piątku i pokazywanie ich na moim blogu. Serdecznie zapraszam na przegląd śniadań pierwszego tygodnia!



Poniedziałek
Na poniedziałkowe śniadanie zjadłam chleb typu pumpernikel posmarowany cienko margaryną. Na chlebie położyłam pokrojone w płasterki jajko i drobno posiekaną cebulę. Wszysko posoliłam, bo jajko bez soli smakuje naprawdę dziwnie. Jeżeli chodzi o warzywa, to tym razem na talerzu wylądowało osiem rzodkiewek i pół ogórka pokrojonego w grube plastry. Do popicia tradycyjnie kawa.
Przyznaję się, że ciężko jest mi przetrwać bez kawy i dlatego nie jestem w stanie zrezygnować z niej na stałe.


Wtorek
Wtorkowe śniadanie to chleb razowy posmarowany cienko margaryną. Na chlebie wylądował tym razem łosoś wędzony z cebulką pokrojoną w wiórka. Na to dałam kleks gotowego sosu musztardowo-koperkowego. Szczerze mówiąc zastanawiałam się, czy dać ten sos, ale w końcu stwierdziłam, że to tylko odrobina i aż tak bardzo nie zgrzeszę ;-).
Tym razem na talerzu było owocowo i wylądowały na nim  cztery klementynki. Do popicia jak zwykle kawa.


Środa
W środę byłam bardziej głodna, dlatego moje śniadanie było bardziej obfite. Dwie kromki chleba pełnoziarnistego i mała kromka chleba ciabatta posmarowałam cienko margaryną. Z wczoram miłam resztki łososia, na którym wylądowały plasterki jajka, cebula i znowu kleks mojego ulubionego, aczkolwiek gotowego, sosu musztardowo-koperkowego. Dla uspokojenia sumienia zjadłam dwanaście rzodkiewek i tradycyjnie popiłam wszystko kawą.


Czwartek
Łosoś się skończył, więc tym razem na chlebie pełnoziarnistym posmarowanyn cienko margaryną wylądowały cztery plastry włoskiej szynki serrano dwa plastry sera cheddar. Dodatkowo na talerzu wylądowało pół ogórka pokrojonego w grube plastry i cztery pomidorki koktajlowe. Popiłam wszystko herbatą. Czy wy też uważanie, że nie należy jeść razem ogórków i pomidorów? Muszę się przyznać, że sama nie zwracam na to większej uwagi.


Piątek
W piątek na moim talerzu śniadaniowym zagościły dwie kromki chleba razowego posmarowane cienko margaryną. Do tego szynka gotowana i po dwa plastry plastry ogórka konserwowanego. Zastrzyk dla zdrowia stanowiły tym razem dwie duże marchewki i dwie klementynki. Do popicia zrobiłam tym razem herbatę miętową. Czym smarujecie chleb? Masłem czy margaryną? Ja używam przeważnie margaryny, bo masło wyjęte prosto z lodówki jest zazwyczaj bardzo twarde, a mnie nie chce się czekać.

I to byłoby tyle z frontu śniadaniowego w poprzednim tygodniu.  Co wy na to? Da się zjeść?





Komentarze