Najnowsze wpisy na życiowym blog Izy K

Witamy w Absurdystanie!

Zapraszam do grupy dyskusyjnej "Absurdystan" i do witryny Ad Absurdum@Absurdystan!

2 marca 2018

Czy mieszkając zagranicą trzeba znać język obcy, żeby tam przeżyć?

Iza K znów się mądrzy! To są moje poglądy i nie zawaham się ich użyć!
Iza K. znów się mądrzy!
Hmmm.... Do przeżycia - nie wiem, ale do życia na pewno. Każdy z nas wyjeżdżając zagranię marzy o lepszej pracy, lepszych zarobkach, jakimś mieszkaniu, samochodzie, urlopie. Albo czasem po prostu o godnym życiu, bez konieczności comiesięcznego myślenia o tym, jak związać koniec z końcem.
Wyjeżdżając za granicę bez znajomości języka od razu lądujemy w grpie ludzi wykonujących proste, monotonne i mało płatne prace. Oczywiści, w miarę upływu czasu, nauczymy się języka, przetłumaczymy nasze dyplomy i świadectwa pracy i zaczniemy szukać lepiej płatnych posad. I w tym momencie ZONK! Musimy napisać życiorys i wysłać go do naszego przyszłego pracodawcy. A życiorysie piszemy, że w Polsce byliśmy inżynierami, specjalistami od marketingu czy zarządzaliśmy projektami. W części życiorysu dotyczącego naszego pobytu zagranicą piszemy, że pracowaliśmy w kuchni, na budowie czy też sprzątaliśmy. W tym momencie nasz przyszły pracodawca czytając taki życiorys stawia sobie pytanie: What the fuck?!

I my, zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną, musimy wyjaśnić naszemu przyszłemu szefowi, dlaczego nie od razu znaleźliśmy odpowiedniej posady zgodnej z naszymi kwalifikacjami. Po prostu nie znaliśmy języka kraju, do którego wyemigrowaliśmy! Oczywiście, od razu można argumentować, że w Wielkiej Brytani to tak można, a w Ameryce to nawet od pucybuta do milionera się udaje.
Pamiętajcie, że Wielka Brytania czy USA to nie Niemcy. Tutaj obowiązują inne reguły gry. Porządny życiorys, napisany w poprawnym niemieckim, przetłumaczone świdectwa szkolne i zawodowe to podstawa. Oczywiście, możesz znaleźć pracę na zmianę w fabryce lub gastronomii, ale jeżeli byłeś/byłaś w Polsce inżynierem czy specjalistą od marketingu, to naprawdę chcesz pracować przy taśmie?

Inaczej jest, jeżeli twój zawód wyuczony to fryzjer, kosmetyczka, mechanik samochodowy, płytkarz, technik spawalniczy, kelner, piekarz, cukiernik lub kucharz. Wymagania w tych zawodach są inne niż w zawodach biurowych. Inne nie znaczy łatwiejsze. Ale firmy rzemieślnicze czy usługowe to przeważnie małe firmy i tam jest łatwiej pokazać, co się potrafi. Fryzjerka musi jednak zrozumieć, jaką fryzurę lub kolor włosów chce jej klientka, a mechanik samochodowy dogadać się z klientem i zrozumieć, na czym polega problem, z którym przyszedł on do warsztatu.

Zatem: bez języka ani rusz!

5 komentarzy:

  1. Obserwuję trzy grupy imigrantów, którzy się nie uczą lokalnego języka:

    (1) "robole" mieszkający po ośmiu na jednym mieszkaniu, pracujący w jednej firmie, zdominowanej przez Polaków, nie utrzymujący żadnych kontaktów towarzyskich poza swoją grupą. Przeważnie wysyłają całe zarobione pieniądze do Polski, na miejscu zostawiając tylko minimum potrzebne na przewegetowanie od pierwszego do pierwszego. Brzmi smętnie, ale widziałem takie przypadki osobiście. Nie za wiele, na szczęście.

    (2) "babcie" mieszkające z młodymi rodzinami, doglądające wnuków, podczas gdy dzieci zarabiają. W starszym wieku język wchodzi trudniej, do tego na ogół udaje się "wyhaczyć" polskojęzyczną sąsiadkę w podobnej sytuacji, dzięki czemu motywacja do nauki lokalnego języka jest jeszcze mniejsza.

    (3) ludzie leniwi, okupujący ogonek w Social Welfare - tu znajomość języka jest minimalna - tylko tyle, żeby się dogadać z urzędnikiem przy podpisaniu papierka.

    Jeżeli się człowiek decyduje na wyjazd, musi mieć swiadomość tego, że przed nauką języka nie ucieknie, jeżeli chce mieć jakiekolwiek życie towarzyskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tobą. Te trzy grupy ludzi, które zdefiniowałeś, można chyba spotkać w każdym kraju, nie tylko w Wielkiej Brytanii. Wystarczy popatrzeć na niektóre turecke rodziny w Niemczech czy algierskie lub tunezyjskie we Francji.
      Problem z językiem wynika także dodatkowo z motywacji do emigracji. Jeżeli ktoś wyjeżdża z myślą szybkiego dorobku/zarobku i/lub powrotu do Polski po paru miesięcach, to będzie on miał niższą motywację do nauki języka niż osoba, która planuje wyjazd na stałe. Emigracja z całą rodziną to zupełnie inna sprawa. Z powodu dzieci rodzice muszą szybciej opanować język, gdyż w innym przypadku będą oni społecznie je izolowali. W tym momencie pójście na wywiadówkę/Elternabend/PTA meeting może urosnąć do prawdziwego wyzwania.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Swoją drogą zadziwiające jest, jak szybko dzieciaki chłoną język. My akurat mamy dwójkę, córa już 11 lat, angielski jest jej pierwszym językiem (chodziła do angielskojęzycznego przedszkola/żłobka od 18 miesiąca życia). Za to syn, obecnie 4.5 roku, przez 3.5 roku był chowany w domu, po polsku nawija jak najęty - a mimo to jak tylko trafił do angielskojęzycznego przedszkola, załapał język dosłownie w ciągu paru dni. Niesamowite.

      Usuń
    3. U dzieci to normalne. One uczą się w sposób naturalny, a młody mózg chłonie jak gąbka wszystko, to co nowe i ciekawe.

      Usuń

Counter wystartował 31. stycznia 2018

Goście online w tej chwili



Dzisiejsi goście



Wejścia na stronę od 31. stycznia 2018

Stąd jesteście...

Flag Counter